Czy autyzm jest dziedziczny – co mówią aktualne badania?

Czy autyzm jest dziedziczny? To jedno z pierwszych pytań, które pojawia się po diagnozie w rodzinie – i nic dziwnego, bo od odpowiedzi zależy sposób myślenia o planowaniu dalszego życia, kolejnych ciążach i wsparciu dla rodzeństwa. Odpowiedź zależy od tego, jak rozumie się dziedziczenie i jak szczegółowo patrzy się na mechanizmy biologiczne. Współczesne badania nie zostawiają wątpliwości, że autyzm ma silny komponent genetyczny, ale nie jest to proste „dziedziczenie jednej wady genu” jak w klasycznych chorobach monogenowych. Warto uporządkować fakty, zanim zacznie się wyciągać wnioski z migawkowych informacji z internetu czy mediów. Poniżej przegląd tego, co realnie wiadomo na podstawie badań z ostatnich kilkunastu lat.

Czym właściwie jest autyzm z perspektywy genetyki

W medycynie używa się dziś określenia spektrum autyzmu (ASD – autism spectrum disorder). Nie jest to jedna, jednolita choroba, ale szeroki zestaw profili rozwojowych – od osób wymagających bardzo intensywnego wsparcia po funkcjonujące samodzielnie, często z wysokimi zdolnościami w wąskich dziedzinach.

Z punktu widzenia genetyki oznacza to, że nie ma „genu autyzmu” w liczbie pojedynczej. Badania pokazują udział:

  • wielu powszechnych wariantów genetycznych, z których każdy zwiększa ryzyko o niewielki ułamek,
  • rzadszych, często nowych (de novo) zmian w DNA, które mogą mieć większy, indywidualny wpływ,
  • oddziaływania genów z czynnikami środowiskowymi w życiu płodowym i we wczesnym dzieciństwie.

Dlatego o autyzmie lepiej myśleć jako o zaburzeniu neurorozwojowym o złożonym podłożu genetycznym, a nie jako o klasycznej chorobie genetycznej po jednym genie do namierzenia w badaniu.

Co mówią badania rodzinne i bliźniąt

Najmocniejsze dane o dziedziczności pochodzą z badań bliźniąt jedno- i dwujajowych oraz dużych baz rodzinnych w krajach skandynawskich, Kanadzie czy USA. Przez ostatnie lata regularnie potwierdzano wysokie wartości tzw. heritability (dziedziczności w sensie statystycznym, nie „przeznaczenia” danej osoby).

Szacunki z dużych metaanaliz mówią, że:

  • udział czynników genetycznych w podatności na autyzm to ok. 70–80%,
  • czynniki środowiskowe (szeroko rozumiane, w tym losowe zdarzenia biologiczne) odpowiadają za pozostałe 20–30%.

W praktyce widać to w badaniach bliźniąt:

  • u bliźniąt jednojajowych (identycznych genetycznie) zgodność diagnozy ASD dochodzi do 60–90%,
  • u dwujajowych (jak zwykłe rodzeństwo) jest wyraźnie niższa, często 10–30%.

Badania populacyjne wskazują, że rodzeństwo dziecka w spektrum ma wielokrotnie wyższe ryzyko diagnozy ASD niż przeciętne dziecko w populacji – ale wciąż nie jest to „pewność”, tylko podwyższone prawdopodobieństwo.

To właśnie te dane stoją za stwierdzeniem, że „autyzm jest bardzo dziedziczny”. Warto jednak pamiętać, że mowa o statystyce w dużych grupach, a nie o precyzyjnej prognozie dla konkretnej rodziny.

Geny a środowisko: wspólna układanka

Sama wysoka dziedziczność nie oznacza, że czynniki środowiskowe nie mają znaczenia. Wręcz przeciwnie – działają one na „grunt” przygotowany przez geny. U dwóch osób z podobną podatnością genetyczną efekt końcowy może być inny, jeśli różni się ekspozycja na określone czynniki w ciąży i po urodzeniu.

Aktualne badania wskazują, że szczególnie ważne są:

  • czynniki prenatalne – przebieg ciąży, infekcje, niektóre leki, zaburzenia hormonalne, powikłania położnicze,
  • czynniki okołoporodowe – wcześniactwo, bardzo niska masa urodzeniowa, ciężkie niedotlenienie,
  • czynniki epigenetyczne – zmiany w regulacji genów spowodowane środowiskiem, bez zmiany samej sekwencji DNA.

Nie ma natomiast dowodów na to, by medycznie stosowane szczepienia czy „styl wychowania” były przyczyną ASD. Te hipotezy były już wielokrotnie weryfikowane w badaniach obejmujących setki tysięcy dzieci.

Konkretnie: jakie czynniki środowiskowe są badane?

Najwięcej danych dotyczy wieku rodziców w momencie poczęcia. Zwłaszcza wyższy wiek ojca wiąże się z nieco większym ryzykiem ASD u dziecka. Tłumaczy się to większą liczbą nowych mutacji pojawiających się w plemnikach wraz z wiekiem.

Badane są także:

  • przebyte w ciąży infekcje wirusowe i bakteryjne,
  • ciężkie powikłania typu stan przedrzucawkowy, cukrzyca ciążowa,
  • narażenie na niektóre substancje chemiczne lub leki (np. historycznie – walproinian sodu),
  • silny, przewlekły stres matki w ciąży.

Warte podkreślenia: większość tych czynników zwiększa ryzyko stosunkowo nieznacznie na poziomie jednostkowym. Nie działają jak przełącznik „włącz/wyłącz”, tylko delikatnie przesuwają prawdopodobieństwo u osób z już istniejącą podatnością genetyczną.

Dlatego w rozmowach o przyczynach konkretnego przypadku autyzmu w rodzinie zwykle nie da się wskazać jednego „winowajcy”. To raczej zbieżność wielu elementów – części wrodzonych, części środowiskowych.

Dziedziczenie autyzmu w praktyce – ryzyko dla rodzeństwa i dzieci

Najczęstsze pytanie brzmi: „jakie jest ryzyko, że kolejne dziecko też będzie w spektrum?”. Tutaj znów trzeba odróżnić obraz populacyjny od indywidualnych historii.

W badaniach rodzin z jednym dzieckiem w spektrum przeciętne ryzyko ASD u rodzeństwa szacuje się na ok. 10–20%, czyli wielokrotnie więcej niż w ogólnej populacji (ok. 1–2%). Jeśli w rodzinie jest już dwoje dzieci w spektrum, szacunki są jeszcze wyższe, choć wciąż nie mowa o pewności.

Ważne, że zwiększone ryzyko dotyczy nie tylko pełnej diagnozy ASD. U rodzeństwa częściej obserwuje się także:

  • cechy z tzw. szerszego fenotypu autystycznego (np. sztywność zainteresowań, trudności społeczne),
  • inne zaburzenia neurorozwojowe – ADHD, zaburzenia językowe,
  • zaburzenia lękowe czy depresyjne w okresie nastoletnim i dorosłym.

Jak rozumieć procenty ryzyka

Procenty w badaniach łatwo interpretować zbyt dosłownie. Informacja „20% ryzyka” nie oznacza, że co piąte dziecko „na pewno” urodzi się w spektrum, tylko że na 100 podobnych rodzin około 20 będzie miało kolejne dziecko z ASD, a 80 nie.

W genetyce zachowawczo przyjmuje się raczej przedziały niż sztywne liczby. Dla pojedynczej rodziny realne ryzyko może być niższe lub wyższe w zależności od:

  • płci dziecka z ASD (autyzm częstszy jest u chłopców),
  • obecności stwierdzonej zmiany genetycznej u dziecka lub rodziców,
  • liczby osób w spektrum lub z podobnymi trudnościami w dalszej rodzinie.

W sytuacjach, gdy w rodzinie występują liczne przypadki ASD lub poważnych zaburzeń rozwojowych, warto rozważyć konsultację w poradni genetycznej. Pozwala to oszacować ryzyko bardziej precyzyjnie niż ogólne dane z badań populacyjnych.

Czy można „zbadać genetycznie” autyzm?

Coraz częściej pada pytanie o sens wykonywania badań genetycznych po diagnozie ASD. Oczekiwania bywają duże, ale obecne możliwości mają swoje ograniczenia.

U pewnego odsetka osób w spektrum (szacunki mówią o 10–30%, zależnie od grupy) udaje się wykryć bardziej wyraźną zmianę w DNA – np. mikrodelecję, mikroduplikację czy rzadką mutację w konkretnym genie. Takie „oznaczone” przypadki bywają czasem łączone z innymi problemami zdrowotnymi.

Co realnie dają testy genetyczne

Standardowym pierwszym krokiem bywa dziś badanie typu mikromacierz (array CGH) lub podobne techniki analizujące zmiany liczby kopii fragmentów chromosomów. Coraz częściej rozważa się też sekwencjonowanie wybranych genów lub całego egzomu.

Potencjalne korzyści z identyfikacji zmiany genetycznej to m.in.:

  • możliwość nazwania konkretnego zespołu (np. delecja 16p11.2, zespół Timothy’ego itd.),
  • lepsze zaplanowanie badań kontrolnych pod kątem problemów zdrowotnych typowych dla tego zespołu,
  • bardziej konkretna rozmowa o ryzyku powtórzenia w kolejnych ciążach, jeśli zmiana jest dziedziczona,
  • dostęp do grup wsparcia i wiedzy skupionych wokół danego zespołu genetycznego.

Trzeba jednak mieć świadomość, że w większości przypadków wynik jest:

  • prawidłowy – nie wykryto istotnej zmiany, albo
  • niejednoznaczny – stwierdzono wariant o niejasnym znaczeniu klinicznym.

Brak „uchwytnej” zmiany w DNA nie wyklucza genetycznego podłoża autyzmu. Oznacza tylko, że obecne testy są jeszcze ograniczone względem złożoności ludzkiego genomu.

Co ta wiedza oznacza dla rodziców i bliskich

Świadomość genetycznego podłoża ASD bywa dla rodzin paradoksalnie uwalniająca. Pomaga odciąć się od poczucia winy typu „co zostało zrobione źle w wychowaniu” czy „czy to przez jedną konkretną decyzję w ciąży”. W większości przypadków mowa o splotach wielu czynników, na które było ograniczone lub żadne realne wpływu.

Z praktycznego punktu widzenia najważniejsze jest, że:

  • autyzm jest dziedziczny w sensie podatności, ale nie w prostym schemacie „na pewno odziedziczy”,
  • rodzeństwo ma wyższe ryzyko, ale wciąż znaczna część rodzeństwa nie będzie miała ASD,
  • warto uważniej obserwować rozwój młodszego rodzeństwa i w razie niepokoju szybciej zgłaszać się na diagnostykę,
  • w niektórych rodzinach sensowne jest skorzystanie z poradni genetycznej i omówienie dostępnych badań.

Silny komponent genetyczny nie oznacza też, że „i tak nic nie da się zrobić”. Diagnoza otwiera drogę do terapii, wsparcia edukacyjnego i społecznego – a wszystko to ma bardzo konkretny wpływ na jakość życia dziecka i całej rodziny, niezależnie od tego, jakie warianty genów stoją w tle.